…being a child again

Dedykowane Mojej Pięknej Mamie
Siem Reap. Pierwsza burza tegorocznej pory deszczowej, która w pół godziny zamieniła drogi w dzikie rzeki. Cudownie beztroskie, mokre szczęście.
…being a child again

Dedykowane Mojej Pięknej Mamie
Siem Reap. Pierwsza burza tegorocznej pory deszczowej, która w pół godziny zamieniła drogi w dzikie rzeki. Cudownie beztroskie, mokre szczęście.
Podczas gdy ja biegam po szrotach wyszarpując ze złomu koła rowerowe i przerabiając je na bajeczne ramy na zdjęcia, drukuję fotografie na eksperymentalnych podłożach, namawiam kumpla na flair show podczas wydarzenia, przesiaduję po barach, opowiadając o wystawie… i robię milion innych chaotycznie twórczych akcji, Najlepsza Graficzka na Świecie przygotowuje plakat na ten mój last minute event. I oto jest!

Plakat autorstwa Moniki Mincewicz:
http://mmillustrations.carbonmade.com/
It is going to rain, powiedział tonem proroka. Było jasne, że tam w górze gotuje się niezła zawierucha, choć lokalni kierowcy tuk tuków wmawiali mi, że tu pada tylko na obrzeżach, nigdy w Siem Reap.
Tym razem jednak niebo chciało inaczej.
Oszałamiająca potęga żywiołu, tak jakby się przelewało w jakiejś niebiańskiej łazience, jak gdyby ktoś, kto miał właśnie zamiar wziąć kąpiel, umarł nagle i nieodwołalnie i teraz woda z wanny wypływa dziką, nieujarzmioną kaskadą, jakby już nigdy nie miało przestać padać. Potop, choć tym razem nie kara za grzechy a dar, błogosławieństwo nieobliczalnej w swej potędze natury.
Schody zamienione w wodospady, drogi roztopione w czerwone bagna…
Panie i panowie oficjalnie zawiadamiam:
w Siem Reap nadeszła pora deszczowa.
Pora deszczowa to taki dziwny twór (stwór? utwór?), piosenka składająca się głównie z refrenu: Czasami wstaję o świcie i nawet moja dusza jest wilgotna. Szumi, ciągle szumi morze dalekie. (Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy – 18. Pablo Neruda).
Czas podzielony tylko na dwie kategorie „pada” i „chwilowo nie pada, więc chodź, maleńka, pójdziemy na spacer, wysuszymy pranie i dusze, zjemy smażony ryż w ulicznym barze i popatrzymy sobie na to jak wygląda świat taki czysty i nowy, szybko, zanim zniknie pod kolejnymi strugami wody, wszędzie wody”.
Jenny. W czasie deszczu kobiety szaleją
a czasem jest tak, że człowiek nie wiadomo jak, dlaczego i kiedy, ląduje nagle rzeczywiście Daleko
nie wiadomo, gdzie to jest. Na tym chyba właśnie polega Daleko. że niewiadomogdzie. jakby się udał magiczny trik przemienienia lornetki w kalejdoskop.
odległości mierzone nie kilometrami, ale raczej ilością podejmowanych codziennie walk i rozproszonych, kolorowych świateł
Szanowni! Kochani!
Lecę do Palestyny. Moja podróż dookoła światła weszła w etap, gdy już nie tylko obserwuję, opisuję i uczestniczę, ale także tworzę. Dostałam się do Michigan Peace Team. Będę pracować w strefie konfliktu – monitorując, wspierając pokojowe inicjatywy, uczestnicząc w demonstracjach, zapewniając eskortę, prowokując dialog i edukując na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa. A także żyjąc pod okupacją, rozmawiając szyfrem ze względu na bezpieczeństwo i przestrzegając absurdalnych zakazów.
Jest tylko jeden haczyk. Muszę się tam najpierw dostać. Dlatego zbieram pieniądze na bilet i koszty życia podczas okresu treningu tam na miejscu.
Pod koniec maja będę mieć wystawę w Siem Reap w galerii 1961. Część prac wystawiona będzie również w Art Deli. Jednakże gdyby ktoś z Państwa akurat przypadkiem nie przejeżdżał przez Kambodżę w najbliższym czasie a chciałby:
a) obejrzeć zdjęcia
b) kupić prace i tym samym wesprzeć moją wyprawę do Palestyny,
to jest w jak najbardziej odpowiednim miejscu.
Projekt nazywa się „Waiting for”.
Ponieważ każdy na coś czeka.
Na autobus, pociąg, klienta, dzwonek, telefon, weekend, swoją kolejkę…
Na odpowiedni moment. Na coś, żeby się wydarzyło. Cokolwiek.
Na zmianę. Na cud.
W tym czasie czas przechadza się nieopodal z zapalniczką w kieszeni.
Czas leczy rany. Czas zabija.
Time is a healer. Time is a Hitler.
WAITING FOR

peace
Zdjęcie wywołane ze slajdu znalezionego pod gruzami w byłym budynku telewizji Vojevodina w Nowym Sadzie. Zanieczyszczenia spowodowane deszczem, kurzem i czasem - odnalezione w 11 lat po zbombardowaniu! Ulica, która cudem zachowała się na pierwotnej fotografii także została zniszczona przez bomby. Wstrząsający portret wojny.

a train (1)
Stacyjka kolejowa na trasie Bangkok-Chiang Mai. Jedna z licznych sprzedawczyń przekąsek i napojów spędzająca całe dnie na dworcu czekając na pociąg i handlując przez otwarte ze względu na upał okna

a train (2)
główna stacja kolejowa w Bangkoku. W czasie oczekiwania na pociąg można skorzystać z usług fryzjera

a client (6)
5 rano na targu w Bangkoku. Ubrana w koronkową sukienkę sprzedawczyni kurczaków czeka na pierwszego klienta/klientkę

something to happen
Chłopiec w Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam pozujący do zdjęcia w drodze do szkoły

new year
Chłopcy czekający na tradycyjny Lion Dance rozpoczynający obchody Chińskiego Nowego Roku, Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

the proper moment
Tancerze również czekają, na odpowiedni moment, próba zgrania (dwóch chłopców tworzy jednego lwa, połączeni kostiumem wykonują akrobacje na specjalnych platformach na wysokościach), Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

something to happen (4)
Chłopiec sprzedający pamiątki w tajemniczych murach Angkor Wat o świcie, Kambodża
Jeśli ktoś jest zainteresowany, może zamówić fotografie, pisząc na adres: katarzyna.dybzynska@vp.pl Podaj tytuł zdjęcia, preferowany rozmiar, a ja je dla Ciebie wydrukuję, oprawię i wyślę. Ceny w galerii zaczynają się od 10 dolarów za zdjęcie-pocztówkę i 150-300 dolarów za duży, artystyczny fotoobraz (limitowana edycja), ale można liczyć na specjalne traktowanie. Nie wahaj się skontaktować ze mną, jeśli masz inną ofertę.
Jeżeli chcesz jakiekolwiek zdjęcie opublikowane kiedykolwiek na tym blogu to też napisz.
*
Gdyby ktoś optował za tradycyjną wersją donacji (w jakiejkolwiek wysokości, każda najmniejsza pomoc jest bardzo w cenie) to również jest taka możliwość.
2. Można też wysłać czek do MPT, 808 W. Barnes, Lansing, MI 48912-2220.
Każdemu, kto w jakikolwiek sposób, duchowo czy finansowo może wesprzeć moje plany, przesyłam karmiczne punkty wdzięczności do wykorzystania bezterminowo na małe i duże marzenia.
Jeśli jesteś Poważnym Sponsorem/Sponsorką to mam przygotowaną także profesjonalną ofertę współpracy dla firm, po prostu wyślij maila na adres: katarzyna.dybzynska@vp.pl
Dzięki serdeczne.
I szczęśliwego Nowego, bo w Kambodży właśnie obchodzimy Nowy Rok. Mój trzeci nowy rok w tym roku!
W drodze na śniadanie spotykam magika.
Na chodniku, na ulicy barowej ustawił metalową, lekką konstrukcję, podpalił, skoncentrował się. Stanął w odpowiedniej odległości. Wpił wzrok w cel. Wziął rozbieg. Cofnął się. Dwa kroki w przód. Dwa w tył. Maksymalna koncentracja. Drobne, umięśnione, spięte do granic wytrzymałości ciało. Oczy rozszerzone, dzikie. Skupienie fakira. Pełna powaga. Krok w przód. Krok w tył. Wahadło. Rytmicznie. Do przodu, do tyłu. Próba rozbiegu. Wyczuć najodpowiedniejszy moment. Układanie się z grawitacją i rzecz jasna, z własnym ciałem. Bieg w przód. Bieg w tył. Bieg w przód. Bieg w tył. Bieg w przód.
Skok.
Ciało gładko przepływa przez obręcz i ląduje fikołkiem na miękkim worku po drugiej stronie.
Akrobata wstaje zwinnie, gasi pochodnie specjalnym kapturem i z pokerową twarzą wytrawnego gracza do tego samego kaptura zbiera od widzów datki. Gapie z aparatami fotograficznymi błyskawicznie się rozchodzą. Mężczyzna zarzuca stelaż na plecy jakby to była kurtka na wypadek deszczu i jak gdyby nigdy nic znika w tłumie.
PS. Zdjęcia pochodzą ze spektaklu “Smile of Angkor”, Siem Reap.
trzy kolory Kambodży, trzy odcienie tańca
yellow portrait
pink portrait
blue portrait
taniec jak podróż i podróż jak taniec, aż się kręci w głowie, kalejdoskopowe wirowanie, szaleństwo dźwięków i przestrzeni, migają tęczowe światła, muzyka huczy w uszach, pod skórą, rozproszona sensualność, przelotny dotyk, rytm, ruch, pomieszanie zmysłów, stopy bolą, ale dalej, dalej
dalej, jeszcze jedna piosenka, jeszcze jeden kraj, jeszcze jedna historia, jeszcze jeden krok, jeszcze, jeszcze.