Monthly Archives: Luty 2011

Memoriał

„Zatem róbmy to co lubimy w życiu. Jeśli naprawdę chcemy, marzenia się spełniają. Nasza determinacja jest w stanie pokonać wiele barier, które na pierwszy rzut oka są nie do pokonania. Nie znamy przecież do końca naszych możliwości. Trzeba próbować, a nie od początku myśleć, że nie da się, bo jest za trudne. Nagle świat się otwiera. A my patrzymy wstecz i przebyta droga wydaje się taka krótka. Przed nami wielka niewiadoma, która czasem może przerażać. Jednak niewiadoma staje się wiadomą, a my potem znowu spojrzymy wstecz i okaże się, że wszystko było takie łatwe. Może nie tyle, że łatwe, tylko my spodziewaliśmy się, że będzie trudniejsze. Obojętne, czy się wspinamy, jeździmy w najwyższe góry świata, czy po prostu chodzimy po tatrzańskich szlakach.”
Piotr Morawski, z felietonu „Chcieć to znaczy móc”

Piotr Morawski (ur. 27 grudnia 1976, zm. 8 kwietnia 2009 w Nepalu) – polski himalaista, zdobywca 6 ośmiotysięczników, doktor nauk chemicznych i adiunkt na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej. Jako pierwszy człowiek zdobył w 2005 r. zimą Sziszapangmę, 14. szczyt świata.

Zginął w czasie polsko-słowackiej wyprawy, której głównym celem było wejście nową drogą na zachodniej ścianie Manaslu w Nepalu. Uczestnicy wyprawy mieli zaplanowane wyjście aklimatyzacyjne normalną drogą na Dhaulagiri. Podczas tego wyjścia, na wysokości ok. 5760 metrów, Morawski spadł w 25-metrową szczelinę i zaklinował się na 20. metrze. Został wydobyty ze szczeliny przez swojego partnera Petera Hámora, Justynę Szepieniec oraz zespół wspinaczy z TOPR-u, którzy w czasie wypadku przebywali na tym masywie. Reanimacja okazała się nieskuteczna i lekarz stwierdził zgon. Zgodnie ze swoją wolą został pochowany w Himalajach. Jego ciało zostało opuszczone na linach do szczeliny lodowej na wysokości 5700 m n.p.m. 13 kwietnia 2009.

(Wikipedia)


trzeba ruszyć w drogę, żeby przestać bać się umierania

co mówi światło

PERU

Na świętym placu Machu Picchu wznosi się „kamień słoneczny”. Monolit o dziwnym kształcie jest centralnym punktem miasta. Każdego dnia kapłani inkascy witali tu wschód słońca.

*

MEXYK

Aztecy uważali się za synów Słońca, dzieci Boga Ognia i Bogini Ziemi. Oddawali cześć tarczy słonecznej. Ofiarowywali jej „drogocenną wodę” – krew ludzką, by świat mógł nadal istnieć. Przeznaczenie człowieka zależało od gwiazd. Pogodzenie kultu należnego bogom z wymaganiami własnych gwiazd stanowiło istotę życia. Najwyższym bogiem był Bóg ognia – starzec, dźwigający żarownię, najstarożytniejszy z bogów. Jego wizerunek zainspirowany został przez wulkany.

Co roku jeden ochotnik – młody, doskonały – składał się w darze Tezcatlipoce, symbolizującemu gwiazdozbiór wielkiej Niedźwiedzicy i nocne niebo. Wybrany spośród wielu stanowił uosobienie boga. Bóg, umierający przed swoim własnym wyobrażeniem dla zbawienia świata. Wyrywano mu serce, by złożyć je w ofierze. Ciało ”boga” spożywał kapłan w rytualnym obrzędzie kanibalizmu.

*

GRECJA

„Imię Zeusa, najwyższego boga, oznacza światłość. Jest on znany z tego, że w cudowny sposób ukazuje światło. Zgodnie z twierdzeniem Junga, phallos wśród innych znaczeń ma również światło. Falliczny wspaniały symbol męskiego ducha – znaczy „lśniący”. (…) Gdy promieniuje duch, nie pojawia się potrzeba przemocy. (…) Światło i pożądanie to pojęcia nieomal nie do odróżnienia, jak penis i seks czy fallus i blask. Pożądanie, aura erosa, jest ciepłe, fosforyzujące. lśni.”

Thomas Moore

Afrodyta – bogini piany lub bogini, która lśni.

*

IZRAEL

Według Talmudu, w niebie jest „szabas, słoneczne światło i seks”.  (…)

Nahmanides w swoich naukach radzi Żydom odbywanie stosunków seksualnych podczas szabasu, ponieważ są one „święte dla Pana”. Herman Wouk, współczesny pisarz żydowski, podsumowując poglądy Żydów, pisze: „To, co w innych kulturach było czynem wstydliwym, śmiesznym, orgiastycznym, koniecznością fizyczną albo wzniosłym romansem, w judaizmie stanowiło jedną z głównych rzeczy  zalecanych przez Boga. A skoro okazuje się to największą przyjemnością w życiu, nic dziwnego, że istnieje lud zawsze pewny, że Bóg jest dobry.”

Robert T. Francouer, ksiądz katolicki i seksuolog (!)


rozchylenie żaluzji

dziś o świetle. zaczynając od filozofii.

101 zabaw filozoficznych. Doświadczanie codzienności Roger-Pol Dront

31. Obserwować kurz w promieniach słońca

Czas trwania: 15-30 minut
Materiały: pokój, promień światła
Efekt: upewniający

Dosyć ciemny pokój. Żaluzje prawie całkowicie zasłaniają okno. Przez lekko rozchylone listwy przedziera się promień słońca. Ostre, tnące słońce, promienie jutrzenki lub zmierzchu. W świetle, które przecina cień, wirują niezliczone migotki. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej wzruszających, najbardziej baśniowych widoków, które ludzkość ma szansę oglądać. Kręcą się, drgają, odbiegają i wracają – tysiące maluteńkich iskier odbijających blask. Punkciki, patyczki, mikroskopijne piórka i toptlaki, powietrzny pył – tańczą, wpadają idealnie w światło, poważne i radosne, niezwykle zaaferowane, poruszane niezauważalnymi wirami i niewyczuwalnymi siłami – fragmenty trajektorii, czyste błyski istnienia.

Tym, co zachwyca najbardziej w owym cudzie migotania, jest gęstość. Odrzuć wspomnienia z dzieciństwa, minione zabawy, domy na wsi, zapach szaf. Zajmuj się jedynie tym niesamowitym pyłem. Granica między światłem a ciemnością staje się nagle czysta, prosta, tak namacalna, że – wydawałoby się – bez trudu można jej dotknąć. Mnogość drobin pojawia się i znika po każdej stronie granicy. To tutaj można marzyć.

Równie silne wrażenie niewidzialnego, a na chwilę przywołanego świata daje niewiele prostych doświadczeń. Jak fragment obcej przestrzeni, inkrustowanej w naszą, w promieniu światła można zobaczyć świat z drugiej strony, z zewnątrz. Nagle widzialny. Dokonało się włamanie. Jaki byłby świat, gdybyśmy widzieli migoczący pył zawsze i wszędzie, bez końca? Czyżby zawsze i wszędzie, bez końca istniała jakaś warstwa widzialna i niewidzialna jednocześnie? Jakiś osiągalny obszar, inna przestrzeń zamknięta w tej, którą znamy?

Może brakuje nam jedynie umiejętności rozchylania żaluzji?


szkic podróży

dookoła świat(ł)a:
kwiecień – Tajlandia. Songkran –Tajski Nowy Rok.
maj – Indie. Thrissur Pooram –jedna z największych na świecie iluminacji świetlnych
czerwiec – Państwo Inków (Ameryka Południowa – Peru) Święto Słońca.
– Ziemia Ognista. Argentyna.
lipiec – Cuba. Festiwal Ognia (Festival del Caribe, Fiesta del Fuego).
sierpień – Pustynia Nevada. Burning man! 20.8 – 5.9 2011.
– Sri Lanka, Kandy. Festiwal Esala Perahera. Święto Zęba Buddy
– Chiny. Festiwal Głodnych Duchów
wrzesień – Chiny. Święto Środka Jesieni.
– Nepal. Diwali. Hinduistyczne święto lamp.
październik – Tajlandia. Festiwal Wegetarianizmu.
grudzień – Gwatemala. Palenie diabła (La Quema del Diablo).
– Izrael. Chanuka, czyli Święto Światła.
Meta
Styczeń.
Polska, Warszawa, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – Światełko do nieba
8.1.2012


follow the light

znalazłam w kawiarni anonimowy list. ktoś zostawił kartkę z rysunkiem lampy, podpis głosił:
FOLLOW THE LIGHT.
lubię, kiedy wszechświat do mnie puszcza oko.


W 280 DNI DOOKOŁA ŚWIATŁA

dobra, moi mili. gdyby ktoś przez przypadek zabłądził na tego bloga to sprawa jest taka: biorę udział w konkursie na projekt podróży; konkurs jest bardzo ładny, podróż też niemniej urodziwa:)
wystarczy za zupełne darmo kliknąć „głosuj” przy wyprawie pod uroczym tytułem: W 280 DNI DOOKOŁA ŚWIATŁA. i w ten sposób można mi pomóc spełnić marzenie, i ja pojadę w świat i będę bardzo szczęśliwa:D i ja was właśnie o to teraz proszę 🙂
miłego dnia!
http://www.alpinus-miejodwage.pl/127