Monthly Archives: Październik 2012

Protest song

Po co ty tam jedziesz, dziecko, na co ci na ta wojna, pytają.

 

Wojna nie jest dla małych dziewczynek w czerwonych sukieneczkach z niedużym aparatem w zaciśniętych kurczowo dłoniach i wielkich oczach (strach? szok? ciekawość?).
Nie dla tych, którzy mają jeszcze gdzieś tam skrzętnie schowane, zapomniane resztki człowieczeństwa, wrażliwości, uczuć.
Nie dla idealistów, którym się wydaje, że mogą zmienić świat.
Nie dla tych, którzy mają wybór i swoje życie Gdzieśindziej.
Nie dla pacyfistów, nie dla tych, którzy brzydzą się bronią i nie byliby w stanie nawet udźwignąć karabinu…

 

A ja pytam:

dla kogo jest wojna?


Stój bo strzelam

Znajomy Palestyńczyk poprosił nas o kilka zabawek dla dzieciaków.
A zatem wybieram się na wojnę – z plecakiem wypełnionym kalejdoskopami, balonikami, laleczkami do urządzania scen, bańkami mydlanymi…

Czy można kalejdoskopami walczyć przeciwko broni za 13,4 mld (amerykańskich) dolarów?

Zobaczymy…

 

PS. Ale, ale. Mam też pistolet, serio. Żadnym dzieciakom go nie oddam, nie ma opcji.

Jest czerwony, z różowymi serduchami i strzela półnagimi Amorkami.

Proszę o uwagę, przedstawiam Love Gun (czyli do czego mnie doprowadzają Stany):

PS.2. I pomyśleć, że właśnie skończyłam poważny, intensywny trening przetrwania w strefie działań wojennych. I zdałam pozytywnie test na reakcje w sytuacjach stresu/niebezpieczeństwa/zaskoczenia i uwodzenia przez Arabów.


wrak dryfujacy w nowe Przedsiebie

dryfujace wraki.
tak, zdaje sie nazywa sie blogi jak moj. porzucone, zapomniane w ferworze walki/drogi/niekonczacego sie eksperymentu pt. co by tu jeszcze zbroic.

bo po prostu za duzo sie dzieje, zeby palce mogly nadazyc w poscigu po klawiaturze
bo szkoda czasu, wiecznie za malo czasu, bo tu sie prosze panstwa, toczy pojedynek z czasem, ale przepelniony uczuciem, pasja. tango z czasem, jeszcze jedna piosenke prosze
bo jak w slowach (w slowach!) zmiescic ten caly zywiol, swiecace oczy, zaskakujace objecia, powietrze, ktore upaja do szalenstwa, zakochiwanie sie wciaz na nowo, deszcz, ktory zmywa wszystko i zaczynamy jak gdyby nigdy nic jeszcze jedna runde…
bo nie wiem, w ktorym jezyku pisac
bo nie mam polskich znakow
bo mam skomplikowana relacje z technologia wszelaka, a moj komputer lubi sie obrazac i jest wtedy jak kot, nie do uglaskania
bo nie wiem nawet czy ktos to czyta
bo biore odpowiedzialnosc za slowa (slowa!) a to wymaga czasu, przytomnosci umyslu i kawy
bo odkrywam i snie i mi sie spieszy

bo w nowe przed siebie i tym razem do Palestyny