Category Archives: Uncategorized

Protest song

Po co ty tam jedziesz, dziecko, na co ci na ta wojna, pytają.

 

Wojna nie jest dla małych dziewczynek w czerwonych sukieneczkach z niedużym aparatem w zaciśniętych kurczowo dłoniach i wielkich oczach (strach? szok? ciekawość?).
Nie dla tych, którzy mają jeszcze gdzieś tam skrzętnie schowane, zapomniane resztki człowieczeństwa, wrażliwości, uczuć.
Nie dla idealistów, którym się wydaje, że mogą zmienić świat.
Nie dla tych, którzy mają wybór i swoje życie Gdzieśindziej.
Nie dla pacyfistów, nie dla tych, którzy brzydzą się bronią i nie byliby w stanie nawet udźwignąć karabinu…

 

A ja pytam:

dla kogo jest wojna?


Stój bo strzelam

Znajomy Palestyńczyk poprosił nas o kilka zabawek dla dzieciaków.
A zatem wybieram się na wojnę – z plecakiem wypełnionym kalejdoskopami, balonikami, laleczkami do urządzania scen, bańkami mydlanymi…

Czy można kalejdoskopami walczyć przeciwko broni za 13,4 mld (amerykańskich) dolarów?

Zobaczymy…

 

PS. Ale, ale. Mam też pistolet, serio. Żadnym dzieciakom go nie oddam, nie ma opcji.

Jest czerwony, z różowymi serduchami i strzela półnagimi Amorkami.

Proszę o uwagę, przedstawiam Love Gun (czyli do czego mnie doprowadzają Stany):

PS.2. I pomyśleć, że właśnie skończyłam poważny, intensywny trening przetrwania w strefie działań wojennych. I zdałam pozytywnie test na reakcje w sytuacjach stresu/niebezpieczeństwa/zaskoczenia i uwodzenia przez Arabów.


wrak dryfujacy w nowe Przedsiebie

dryfujace wraki.
tak, zdaje sie nazywa sie blogi jak moj. porzucone, zapomniane w ferworze walki/drogi/niekonczacego sie eksperymentu pt. co by tu jeszcze zbroic.

bo po prostu za duzo sie dzieje, zeby palce mogly nadazyc w poscigu po klawiaturze
bo szkoda czasu, wiecznie za malo czasu, bo tu sie prosze panstwa, toczy pojedynek z czasem, ale przepelniony uczuciem, pasja. tango z czasem, jeszcze jedna piosenke prosze
bo jak w slowach (w slowach!) zmiescic ten caly zywiol, swiecace oczy, zaskakujace objecia, powietrze, ktore upaja do szalenstwa, zakochiwanie sie wciaz na nowo, deszcz, ktory zmywa wszystko i zaczynamy jak gdyby nigdy nic jeszcze jedna runde…
bo nie wiem, w ktorym jezyku pisac
bo nie mam polskich znakow
bo mam skomplikowana relacje z technologia wszelaka, a moj komputer lubi sie obrazac i jest wtedy jak kot, nie do uglaskania
bo nie wiem nawet czy ktos to czyta
bo biore odpowiedzialnosc za slowa (slowa!) a to wymaga czasu, przytomnosci umyslu i kawy
bo odkrywam i snie i mi sie spieszy

bo w nowe przed siebie i tym razem do Palestyny


Król Żółw i wyprawa do świątyni

Rozbiegane, rozskakane, roześmiane fotografie, czyli co się stanie, gdy zamiast utrzymywać dzieci w przekonaniu, że aparat to zabawka tylko dla dorosłych, z duszą na ramieniu i leciutko tylko podretuszowanym uśmiechem powiesz: sure, darling, of course you can use my camera.

Kolejna odsłona sztuki nomadycznej, movement photography:

Podobno włożenie ręki w paszczę lwa przynosi szczęście…
Podobno zęby są wykute z kamienia…
Podobno nie ma się czego bać… A jednak to właśnie one, niezmiennie stoją na straży świątyń, budynków rządowych, mostów i najważniejszych w Królestwie K. miejsc…

momentum. ścigając się z wiatrem

wrota do nibylandii. pouk pagoda.

here comes the sky
już zapomniałam jak to jest nie mieć palm za oknem. zabawne jak z symbolu dalekiej egzotyki zamieniły się po prostu w zielsko, nieco wyższą paprotkę

Zdjęcia autorstwa Nomadycznego Rodzeństwa: Solai, Danyia & Orazi Klaf, lat 7, 11, 9
http://www.thenomadicfamily.com/


Ulicznica Kambodża

Za uliczność, bezwstydność, za to, że całe życie rozgrywa na widoku, w kurzu i królewskim słońcu lub w strugach nagłego, dzikiego deszczu, pootwierane na oścież okna i drzwi, nagie dzieci, ludzie funkcjonujący przez cały dzień w kolorowych pidżamach, publiczne pogrzeby, na których ofiarowuje się bogom papierosy, jakby na przetestowanie ich słynnej nieśmiertelności…

czyli za co, mimo wszystko, da się kochać Azję:

Sprzedawczyni smażonych karaluchów drzemiąca przy ulicy w oczekiwaniu na klientów

Czego nie robi się na ulicy? Nie należy dotykać osoby przeciwnej płci, pary nie trzymają się nawet za ręce.

Nie całuje się! Nie tylko publicznie, ale w ogóle! Pocałunek po kmersku to zbliżenie twarzy do policzka ukochanej/ukochanego i lekkie wydmuchnięcie powietrza nosem. Kropka.

Tak, też nie wierzyłam, ale na czas pobytu w Kambodży można zapomnieć o pocałunkach w usta.

Rytuał Lucky Water. Świątynia w okolicy Floating Village niedaleko Siem Reap, mnich oblewa wiernych wiadrami zimnej wody, mrucząc przy tym mantry zsyłające „good luck”

Para młodych Khmerów podczas rytuału oczyszczenia z grzechów

 


Waiting for…

…being a child again

Dedykowane Mojej Pięknej Mamie

Siem Reap. Pierwsza burza tegorocznej pory deszczowej, która w pół godziny zamieniła drogi w dzikie rzeki. Cudownie beztroskie, mokre szczęście.


Tadamm!

Podczas gdy ja biegam po szrotach wyszarpując ze złomu koła rowerowe i przerabiając je na bajeczne ramy na zdjęcia, drukuję fotografie na eksperymentalnych podłożach, namawiam kumpla na flair show podczas wydarzenia, przesiaduję po barach, opowiadając o wystawie… i robię milion innych chaotycznie twórczych akcji, Najlepsza Graficzka na Świecie przygotowuje plakat na ten mój last minute event. I oto jest!

Plakat autorstwa Moniki Mincewicz:
http://mmillustrations.carbonmade.com/


W czasie deszczu kobiety szaleją

It is going to rain, powiedział tonem proroka. Było jasne, że tam w górze gotuje się niezła zawierucha, choć lokalni kierowcy tuk tuków wmawiali mi, że tu pada tylko na obrzeżach, nigdy w Siem Reap.

Tym razem jednak niebo chciało inaczej.

Oszałamiająca potęga żywiołu, tak jakby się przelewało w jakiejś niebiańskiej łazience, jak gdyby ktoś, kto miał właśnie zamiar  wziąć kąpiel, umarł nagle i nieodwołalnie i teraz woda z wanny wypływa dziką, nieujarzmioną kaskadą, jakby  już nigdy nie miało przestać padać. Potop, choć tym razem nie kara za grzechy a dar, błogosławieństwo nieobliczalnej w swej potędze natury.

Schody zamienione w wodospady, drogi roztopione w czerwone bagna…

Panie i panowie oficjalnie zawiadamiam:

w Siem Reap nadeszła pora deszczowa.

Pora deszczowa to taki dziwny twór (stwór? utwór?), piosenka składająca się głównie z refrenu: Czasami wstaję o świcie i nawet moja dusza jest wilgotna. Szumi, ciągle szumi morze dalekie. (Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy – 18. Pablo Neruda).

Czas podzielony tylko na dwie kategorie „pada” i „chwilowo nie pada, więc chodź, maleńka, pójdziemy na spacer, wysuszymy pranie i dusze, zjemy smażony ryż w ulicznym barze i popatrzymy sobie na to jak wygląda świat taki czysty i nowy, szybko, zanim zniknie pod kolejnymi strugami wody, wszędzie wody”.

Jenny. W czasie deszczu kobiety szaleją


daleko

a czasem jest tak, że człowiek nie wiadomo jak, dlaczego i kiedy, ląduje nagle rzeczywiście Daleko

 

nie wiadomo, gdzie to jest. Na tym chyba właśnie polega Daleko. że niewiadomogdzie. jakby się udał magiczny trik przemienienia lornetki w kalejdoskop.

odległości mierzone nie kilometrami, ale raczej ilością podejmowanych codziennie walk i rozproszonych, kolorowych świateł

 


Acting for

Szanowni! Kochani!

Lecę do Palestyny. Moja podróż dookoła światła weszła w etap, gdy już nie tylko obserwuję, opisuję i uczestniczę, ale także tworzę. Dostałam się do Michigan Peace Team. Będę pracować w strefie konfliktu – monitorując, wspierając pokojowe inicjatywy, uczestnicząc w demonstracjach, zapewniając eskortę, prowokując dialog i edukując na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa. A także żyjąc pod okupacją, rozmawiając szyfrem ze względu na bezpieczeństwo i przestrzegając absurdalnych zakazów.

Jest tylko jeden haczyk. Muszę się tam najpierw dostać. Dlatego zbieram pieniądze na bilet i koszty życia podczas okresu treningu tam na miejscu.

Pod koniec maja będę mieć wystawę w Siem Reap w galerii 1961. Część prac wystawiona będzie również w Art Deli. Jednakże gdyby ktoś z Państwa akurat przypadkiem nie przejeżdżał przez Kambodżę w najbliższym czasie a chciałby:

a) obejrzeć zdjęcia

b) kupić prace i tym samym wesprzeć moją wyprawę do Palestyny,

to jest w jak najbardziej odpowiednim miejscu.

fire

fire

Projekt nazywa się „Waiting for”.

Ponieważ każdy na coś czeka.

Na autobus, pociąg, klienta, dzwonek, telefon, weekend, swoją kolejkę…

Na odpowiedni moment. Na coś, żeby się wydarzyło. Cokolwiek.

Na zmianę. Na cud.

W tym czasie czas przechadza się nieopodal z zapalniczką w kieszeni.

Czas leczy rany. Czas zabija.

Time is a healer. Time is a Hitler.

WAITING FOR

peace
Zdjęcie wywołane ze slajdu znalezionego pod gruzami w byłym budynku telewizji Vojevodina w Nowym Sadzie. Zanieczyszczenia spowodowane deszczem, kurzem i czasem - odnalezione w 11 lat po zbombardowaniu! Ulica, która cudem zachowała się na pierwotnej fotografii także została zniszczona przez bomby. Wstrząsający portret wojny.

something to happen
Taipei, Taiwan. Pasaż podziemny na stacji metra.

a train (1)
Stacyjka kolejowa na trasie Bangkok-Chiang Mai. Jedna z licznych sprzedawczyń przekąsek i napojów spędzająca całe dnie na dworcu czekając na pociąg i handlując przez otwarte ze względu na upał okna

a train (2)
główna stacja kolejowa w Bangkoku. W czasie oczekiwania na pociąg można skorzystać z usług fryzjera

a client (1)
Taipei, Taiwan. Sprzedawczynie "świętych" drobiazgów przed bramą świątyni.

a client (2)
uliczny nocny market w Taipei, Taiwan

a client (3)
Sprzedawczyni rybich głów na nocnym markecie w Taipei, Taiwan

a client (4)
Kobieta na targu w Bandar Seri Begawan, Brunei Darussalam

a client (5)
Znudzona sprzedawczyni bananów na targu w Bandar Seri Begawan, Brunei Darussalam

a client (6)
5 rano na targu w Bangkoku. Ubrana w koronkową sukienkę sprzedawczyni kurczaków czeka na pierwszego klienta/klientkę

a miracle
Mężczyzna, prawdopodobnie bezdomny, ogrzewający dłonie w świątyni w Taipei, Taiwan

something to happen
Chłopiec w Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam pozujący do zdjęcia w drodze do szkoły

new year
Chłopcy czekający na tradycyjny Lion Dance rozpoczynający obchody Chińskiego Nowego Roku, Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

the proper moment
Tancerze również czekają, na odpowiedni moment, próba zgrania (dwóch chłopców tworzy jednego lwa, połączeni kostiumem wykonują akrobacje na specjalnych platformach na wysokościach), Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

something to happen (2)
Opuszczony, zrujnowany lunapark w Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

a sign
Kobieta modląca się w świątyni w Taipei, Taiwan

a sign (2)
Zatłoczona, tętniąca życiem świątynia w Taipei

sun
Show "Smile of Angkor", Siem Reap, Kambodża

something to happen (3)
Voy w Angkor Wat o 5 rano, Kambodża

something to happen (4)
Chłopiec sprzedający pamiątki w tajemniczych murach Angkor Wat o świcie, Kambodża

death
Cmentarz sułtański w Bandar Seri Begawan, Brunai Darussalam

the light
Nieużywany tunel kolejowy na plaży w Leptocharii, Grecja

something to happen
Nomad Shisha bar w Siem Reap, Kambodża

an answer
Bezdomny mężczyzna na ulicy w Bangkoku stawiający tarota

Jeśli ktoś jest zainteresowany, może zamówić fotografie, pisząc na adres: katarzyna.dybzynska@vp.pl  Podaj tytuł zdjęcia, preferowany rozmiar, a ja je dla Ciebie wydrukuję, oprawię i wyślę. Ceny w galerii zaczynają się od 10 dolarów za zdjęcie-pocztówkę i 150-300 dolarów za duży, artystyczny fotoobraz (limitowana edycja), ale można liczyć na specjalne traktowanie. Nie wahaj się skontaktować ze mną, jeśli masz inną ofertę.

Jeżeli chcesz jakiekolwiek zdjęcie opublikowane kiedykolwiek na tym blogu to też napisz.

*

Gdyby ktoś optował za tradycyjną wersją donacji (w jakiejkolwiek wysokości, każda najmniejsza pomoc jest bardzo w cenie)  to również jest taka możliwość.

  1. Wystarczy wejść w http://www.networkforgood.org —wpisać “Michigan Peace Team” w miejscu „Support Any Charity”
    po lewej stronie i kliknąć—“Donate Now” (do odpisania od podatku).    W tytule wspomnieć należy: “2012 spring team – Katrina Dybzynska” .

2.            Można też wysłać czek do MPT, 808 W. Barnes, Lansing, MI 48912-2220.

Każdemu, kto w jakikolwiek sposób, duchowo czy finansowo może wesprzeć moje plany, przesyłam karmiczne punkty wdzięczności do wykorzystania bezterminowo na małe i duże marzenia.

Jeśli jesteś Poważnym Sponsorem/Sponsorką to mam przygotowaną także profesjonalną ofertę współpracy dla firm, po prostu wyślij maila na adres: katarzyna.dybzynska@vp.pl

Dzięki serdeczne.

I szczęśliwego Nowego, bo w Kambodży właśnie obchodzimy Nowy Rok. Mój trzeci nowy rok w tym roku!